poniedziałek, 13 maja 2013

Jest taki ból o którym lepiej nie mówić, bowiem najlepiej wyraża go milczenie.

Minuta ciszy dla przyjaciela i w ciszy rozbrzmiewa się zemsta.
Nie martw się, myślę. Nie zapomnę.

Jego niepotrzebna śmierć.
Odeszłeś samotnie i bez pożegnania, jak ten co nie chce swym odejściem smucić, jak ten co wierzy w chwili rozstania, że niebawem wróci.

13.05.2013r.
M./Y.
Zmarł śmiercią tragiczną.
"To nie był czas, to nie była pora"

a little rainy lassie

Ludzie to zdziry, zwykłe szumowiny.

     Pisałam dziś o tym, że chcę, by ktoś w końcu zobaczył mnie taką jaką jestem i niemal taki wpis się pojawił. Chciałam się pokazać naprawdę. Chciałam wytłumaczyć co i dlaczego. Po co się tnę - to nie z winy mojej słabości. Nie jestem słaba. Człowieku, to z powodu mojej siły. Nie rozumiesz, prawda? Chciałam wytłumaczyć uczucia, naprawić je. Niektóre są przymrożone - nie rozumiem czemu. Działa tylko złość i irytacja. Fragment dla Ciebie z tego wpisu, który ostatecznie opublikowany nie został z powodu pewnego zdarzenia: "Chcę, by w końcu ktoś zrozumiał kim jestem, ale do tego potrzebna mi prostota i odpowiednie słowa. Emocje. O które, poza irytacją i złością, tak mi trudno.
     Mam dziadka w szpitalu, a na pytanie "Co u niego słychać?", odpowiedź brzmi "Nic", bo to prawda. Nic nie czuję w związku z całą tą sytuacją. Dosłownie czuję pustkę, więc nic więcej odpowiedzieć nie umiem, mimo że go kocham - tak przynajmniej mi się wydaje. Nie nie jestem pewna, czym jest miłość. Dotąd nikt nie pozwolił mi jej poznać. Nie rozumiem jej. Do tej pory nie umiałam zamknąć uczucia miłości w definicji. Wiedziona moją intuicją stawiam, że miłość to strach przed brakiem, strach przed pustką. Boję się tego co będzie, gdy zabraknie mamy, więc ją kocham, prawda? Nie chcę myśleć o braku rodzeństwa czy taty, bo nawet nie umiem. Nie wiem czy przeraża mnie myśl, że dziadka może nie być, więc nie wiem czy go kocham, a gdy się już upewnię może być za późno. Ha, są i plusy tej całej niepewności. Przynajmniej po śmierci, jeśli poczujesz pustkę, przekonasz się czy kochałeś kogoś szczerze.
     Kocham... kocham, te słowo przyprawia mnie o dreszcze. Nie blefuję. Czuję jak na ramionach stają mi włoski, dreszcze są tak silne, że czuję gesią skórkę nawet na policzkach. Jedyne co w tym momencie mam ochotę zrobić to skasować to słowo jak najszybciej, ale tego nie robię. Nigdy nikomu go nie powiedziałam. NIKOMU. Czas się z nim zmierzyć... i przynajmniej spróbować je napisać."
     Chciałam wytłumaczyć Ci co się dzieje w mojej głowie, na tyle na ile sama wiem, zdradzić sekrety, które sprawią, że ZROZUMIENIE mnie będzie prostsze. Sekrety, które wywołują we mnie tak silne emocje euforii, adrenaliny, podniecenia, a jednocześnie wyzwalają strach, poczucie winy, żal i czasem nawet cierpienie. Sekrety, których ujawnienie sprawi, że znajdując drogę wytchnienia przestaną kłębić się w moim umyśle i mam nadzieję przyniosą ulgę, a przyniosą, jeśli uda mi się wyzbyć wrażenia, że nawet tu - w internecie - moje sekrety nie są bezpieczne. JEŚLI się uda.
     I chciałam się otworzyć na ludzi tak prawdziwie i szczerze. I robiłam pierwszy krok ku temu. I już chciałam się z Tobą tym podzielić, kiedy ktoś wyrwał mnie ze szpon iluzji, w trakcie, kiedy już nieomal Ci się pochwaliłam moją nadzieją.
     Ludzie to zdziry. Lepiej nie próbować być dobrym w nadziei, że ta dobroć do ciebie wróci. Oni pamiętają tylko krzywdę i zemszczą się w sposób, jakiego nie spodziewałbyś się po CZŁOWIEKU, który też kocha i współczuje - który przecież ma serce. A jednak. Nie odpłaci się Tobie bezpośrednio, ale by uderzyć w ciebie skrzywdzić tych, na których ci zależy.
     Właśnie dziś UPEWNIŁAM SIĘ, że ludzie to zwykłe szumowiny. Nie warto nawet próbować się dla niech zmieniać, mimo że zmiana może czasem wpłynąć na twoją korzyść. Lepiej pozostać tym złym i bestialskim, grać solo niż potem mieć masę rozczarowań ludźmi.
     I cierpieć, kiedy cię zdradzą.
a little rainy lassie

poniedziałek, 6 maja 2013

Kim jestem? Jestem uciekinierką. Emocjonalnym dezerterem.

     Wolałabym, aby Cię tutaj nie było, wolałabym, abyś tu nie wchodził, abyś nie czytał moich wypocin. Jednak to Twoja decyzja. Nie zabraniam. Nie zmuszam. Nie oczekuję. Pamiętaj o tym, kiedy zechcesz stąd odejść. Możesz opuścić to miejsce w każdej chwili. Nie wahaj się. Zapomnij o sentymentach. Nie myśl, że jeśli śledzę Twoje poczynania oczekuję tego samego w zamian. Bo tak zupełnie szczerze, to to, czy tu zostaniesz na dłużej jest mi obojętne. Ja potrzebuję wytchnienia, ucieczki... Zabawne, bo uciekam cały czas.

     Nieraz czuję się niczym tajny agent, kiedy ktoś zanadto poznaje jego prawdziwe JA. "Trzeba wiać!" Ja też wtedy panikuję; za dużo ktoś wie. Czyż nie ma możliwości wybicia mi noża w plecy? Ale przecież czy nie lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć? Czuję, jak trąci to ironią w mych ustach, bo choć wiecznie wmawiam sobie to krótkie zdanie, rzadko kiedy odwołuję się do niego w praktyce. Ktoś robi kroczek w moją stronę, wtedy ja czmycham dwa od niego jak ostrożny zwierz.

     Odseparowuję ludzi ważnych, nieważnych zresztą też. Pozostają nieznajomi, którzy w gruncie rzeczy mnie nie obchodzą. Obojętni nie krzywdzą, prawda?

a little rainy lassie