Wolałabym, aby Cię tutaj nie było, wolałabym, abyś tu nie wchodził, abyś nie czytał moich wypocin. Jednak to Twoja decyzja. Nie zabraniam. Nie zmuszam. Nie oczekuję. Pamiętaj o tym, kiedy zechcesz stąd odejść. Możesz opuścić to miejsce w każdej chwili. Nie wahaj się. Zapomnij o sentymentach. Nie myśl, że jeśli śledzę Twoje poczynania oczekuję tego samego w zamian. Bo tak zupełnie szczerze, to to, czy tu zostaniesz na dłużej jest mi obojętne. Ja potrzebuję wytchnienia, ucieczki... Zabawne, bo uciekam cały czas.
Nieraz czuję się niczym tajny agent, kiedy ktoś zanadto poznaje jego prawdziwe JA. "Trzeba wiać!" Ja też wtedy panikuję; za dużo ktoś wie. Czyż nie ma możliwości wybicia mi noża w plecy? Ale przecież czy nie lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć? Czuję, jak trąci to ironią w mych ustach, bo choć wiecznie wmawiam sobie to krótkie zdanie, rzadko kiedy odwołuję się do niego w praktyce. Ktoś robi kroczek w moją stronę, wtedy ja czmycham dwa od niego jak ostrożny zwierz.
Odseparowuję ludzi ważnych, nieważnych zresztą też. Pozostają nieznajomi, którzy w gruncie rzeczy mnie nie obchodzą. Obojętni nie krzywdzą, prawda?
a little rainy lassie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz