Szliśmy do straży, a Aga nagle powiedziała, że chce poważnie porozmawiać.
- W cztery oczy - dodała, gdyż szliśmy jeszcze z paroma osobami. Czułam jak przyśpiesza mi serce... Jezu, co ona znowu wymyśliła?, myślę. Co wie?
- Mam się bać? - pytam.
- Chyba powinnaś - odpowiada.
Boże, nie. Tylko nie o tym... Z nikim o tym nie będę rozmawiać!, krzyczę w myślach. Byłam pewna, że wiedziała. Tylko ona jest taka spostrzegawcza, czy tylko ona jest na tyle odważna, żeby wyciągać to na wierzch?
- Nie! Ja nie rozmawiam na poważne tematy. - Odjechałam od niej i zaczęłam krążyć na rowerze w okół dziewczyn idących na pieszo. Dopiero teraz poczułam naprawdę jak szybko bije moje serce, jak bardzo zmiękły mi mięśnie. Drżały mi ręce na kierownicy, dlatego krzywo zataczałam koła. - Nigdy tak nie rozmawiam! Nie rozmawiam na poważne tematy! Z nikim nie rozmawiam na poważne tematy - powtarzałam w panice. - O czym ty w ogóle chcesz rozmawiać?! - prawie krzyczę.
- Chłopak, Hubert - mówi spokojnie.
- Jaki Hubert? - wtrąca któraś.
- Nieważne - mówi Agnieszka.
Nie, jak ona mogła! Mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa, uderzyłam się zsuwając się z pedała. Słychać świst wciąganego powietrza. Widziałam jak Aga daje dziewczynom znaki, a one usłużnie idą dalej. Zostaję sama z Agnieszką. Z kwaśną miną kładę głowę na kierowniku i zaczynam się śmiać.
- Czujesz coś do niego?
Jak ona mogła!
- Czemu pytasz? - Zawsze odpowiadam pytaniem na pytanie. Lepiej wybadać grunt, być krok do przodu, mieć kontrolę, sterować rozmową.
- Bo to całkiem okej chłopak - odpowiada.
- Skąd wiesz? Nie znasz go - niemal ją oskarżam, a to wszystko dlatego, że tak bardzo mnie przestraszyła. Jak mogła... jak mogła mnie tak wystraszyć? Myślałam, że chce pogadać o czymś poważniejszym, bardziej strasznym, złym... a ona... Przez nią ledwo miałam siły opierać się o rower.
- Wszystko dobrze?
- Okej, okej...
- Byłam na fejsie i tak jakoś sobie o nim przypomniałam - kontynuowała. - Hubert K*******k - powiedziała z nabożną delikatnością.
Tak nagle sobie przypomniała o chłopaku, który tyle dla mnie znaczył? Może znaczy nadal? Zdziwiło mnie to.
- Napisał do ciebie? - pytam spokojnie, choć w środku zła na niego, że przyczepia się do moich bliskich znajomych. Jeśli chciał wyrwać jakąś laskę, to w takim razie robił to totalnie bez taktu.
- Nie... nieważne - kręci.
- No, nie będę na ciebie zła - mówię. - Chcesz to sobie z nim pisz. Nie gadałam z nim do bardzo dawna. - Tu mówiłam bardzo szczerze, nie lubię kłamać. Nie miałabym jej tego za złe, jeśli już to raczej jemu.
- Nieważne.
- Zaczęłaś to powiedz o co ci chodzi.
- Oj no, jest całkiem ładny, wydaje się fajny.
- Czyli pisaliście razem? - drążę.
- Nie.
I właśnie dopiero w tym momencie przypominam sobie, że ona jest w szczęśliwym związku ze świetnym chłopakiem, na pewno nie pisałaby z Hubertem.
- Co czujesz do niego? - spytała mnie.
- Nawet nie mam z nim kontaktu - mówię, kończąc temat.
Później zadzwoniły dziewczyny byśmy się pośpieszyły, bo one już doszły do straży, a my jeszcze mieliśmy spory kawal drogi do przejścia. Ruszyłyśmy szybciej, gawędząc o głupotach.
- Czujesz coś do Dominika? - zapytała znienacka. - Widziałam JAK razem siedzieliście.
Jak siedzieliśmy? Okrakiem. Co z tego, że Dominik ceni sobie przestrzeń prywatną i bardzo nie lubi dotyku? Jestem jego najbliższą kumpelką, do niektórych rzeczy mam prawo.
- Znamy się tyle lat. Od podstawówki, od zerówki chodzimy razem. Jesteśmy jak kumple.
Co innego mogłam jej powiedzieć? Co innego mogłam powiedzieć... No co?
a little rainy lassie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz