wtorek, 4 czerwca 2013

Czy te dłonie mogą zdziałać cuda?

     To było takie miłe. Te uczucie splecionych dłoni z chłopcem.
     Kiedy teraz myślę, dochodzę do wniosku, że chyba nigdy chłopak nie zaciskał swoich palców między moimi. Nigdy żaden nie zrobił tego od tak, bo miał ochotę. W taki niekłamany sposób. Nigdy żaden nie zrobił tego przy ludziach, w taki sposób, by każdy wiedział, że to nie są wygłupy. Czasem trzymaliśmy się za dłonie w żartach, dla zabawy, bez uczuciowych podtekstów, nad którymi można by się zastanawiać. To zawsze był taki zwykły kumpelski dotyk, chwyt, który nie wywoływał iskry, raczej niedelikatny i nic nieznaczący. Przynajmniej dla mnie. Albo mówiący tyle co cieszę się, że mnie akceptujesz, bo dla mnie dotyk znaczy właśnie akceptację. Przynajmniej taki dotyk, dotyk dłoni.
     Czemu nigdy nie pozwoliłam się dotknąć, jeśli wiedziałam, że ten dotyk, który ma nastąpić ma znaczyć coś więcej? Czemu nie chciałam przylgnąć do ciała Huberta, do jego torsu, gdy leżeliśmy razem na łóżku? Widziałam w jego oczach, że to by mu wystarczyło, choć pragnął i pocałunku. Leżeliśmy na wąziutkim jednoosobowym łóżku, a dotykaliśmy się ledwie czubkami palców i wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu. Jedyny chłopak, który poznał moich rodziców. Prosiłam, by się nie pojawiał przy nich, ale on jak na złość zapragnął ich poznać. Nigdy go nie pocałowałam. I nadal z nim tęsknię, choć minęło już dwa lata.
     A Michał? To w sumie taki bardzo bliski kumpel jak na moje standardy. Mama zawsze powtarza "Widzisz jakich masz dobrych kolegów?" za każdym razem, kiedy właśnie to Michał mi w czymś pomoże. Naprawdę go lubię. Na przykład dziś poinformował mnie, że moja siedmioletnia siostra zostawiła rower za przystankiem. POWIEDZIAŁ, a nie to olał. Poczekał na mnie aż go wezmę, i mimo że miał swój rower wracał ze mną na piechotę. Potem zaczął padać deszcz, a on zamiast wsiąść i odjechać, powiedział tylko, żebyśmy się trochę pośpieszyli. Było mi głupio, że przeze mnie moknie, ale on został. A gdy nagle zrobiła się straszna ulewa, a ja byłam już niedaleko swojego domu, poprosiłam go, by jechał. Nie chciałam, by przesiąkł do suchej nitki. Widziałam, że teraz jemu głupio było zostawiać mnie, ale przekonałam go tym, że gdy on będzie już w domu, ja właśnie będę do niego dochodziła. Mieszka trochę dalej ode mnie, więc gdyby odprowadził mnie pod sam dom, z niego byłaby już gąbka. Pożegnał się więc ładnie i pojechał. Cieszę się, że WTEDY w porę wytrzeźwiałam, bo nie zapowiadało się, by on szybko doszedł do siebie. Pamiętam jaka była między nami dziwna atmosfera na kolejnych paru spotkaniach. Oczywiście ani ja, ani on nie wróciliśmy rozmową do tego tematu. Po co? Lepiej to zostawić, jeśli oboje, no, nie wiem czy on żałuje, bo ja chyba nie, ale przynajmniej nie zamierzamy tego powtarzać.
     Tęsknię za Hubertem, czułym spojrzeniem, słodkim dotykiem. To wszystko dlatego...
     Boję się dotyku, często mnie przeraża taka myśl, szczególnie jeśli jest to osoba, do której coś czuję. Bo ja nie mogę się angażować, po prostu nie mogę.
     Dziś złapał mnie za dłoń i wsunął swoje palce między moje. Czułam, że się wygłupia, chciałam je stamtąd zabrać, ale on ścisnął moją rękę zdecydowanie mocniej. A piłka uciekała... Spojrzałam na niego, nie odzywał się, tylko patrzył. I uśmiechał się. Taki tajemniczy, zawadiacki uśmiech. Słodki. Nie wiem, co wtedy myślał, nawet się nie wysnuwam przypuszczeń. Oto przedstawiam Ci tego chłopca, którego wszystkie dziewczęta uwielbiają. Na imię ma Konrad... Zamierzałam ruszyć za piłką, była pod ich koszem, jego koszem, a ja mogłam zdobyć dla swojej drużyny punkty. I mimo, że szarpnęłam się do przodu, nie puścił mojej dłoni. Przyciągnął mnie bliżej do siebie, ale nie dotykał ciałem i powiedział: "Nie uciekaj.". "Nie uciekam.", odpowiedziałam. Chyba nie zdawał sobie sprawy jak mocno mnie trzymał, bo w pewnym momencie rozluźnił uścisk i spytał: "Boli?". Odpowiedziałam: "Nie, nie... Nie, jest w sam raz.".. Czułam się zbyt nieswojo, by zareagować, by go puścić. Nie chciałam, by pomyślał, że jednak wolę uciec. Że zawsze uciekam.  A kiedy razem dotarliśmy na brzeg boiska, podniósł wolną ręką piłkę, uśmiechnął się i wsunął ją między nas. "Proszę, to dla ciebie.", powiedział.


a little rainy lassie

1 komentarz: